Ach za moich czasów… Bo teraz to nie… Nie słyszycie tego? Sami tak mówicie? Ja tak słyszę zewsząd. Mówimy jak nasze babcie. Mamy po 30 parę lat, a mówimy jak nasze babcie! I w mediach społecznościowych memy, obrazki. Bo za naszych czasów wystarczyło kawałek polany. Wystarczyło to i tamto. A teraz? No co? Smartfony, laptopy, tablety, srety, telewizory, telewizje, hulajnogi elektryczne, samochody hybrydowe. Pozmieniało się. Bardzo.

Urodziłem się ponad 30 lat temu. Co było wtedy? Niewiele. Jedno było na pewno. Szarość. I większość z nas wyglądała tak samo, jadła tak samo, robiła to samo. W piłkę grało się na skrawku nierównej trawy, słupki robiło się z plecaków, piłka zawsze miała zdarte łatki. Zabawki. Hm, kto bogatszy to i Lego miał. A ja z sentymentem wspominam czołg sterowany pilotem na kablu. I pamiętam jeszcze grę komputerową, Comodore, na dyskietki. By szał. Piksele uderzały z ekranu (czy ktoś wtedy myślał co to jest piksel?). Ale radocha była nieziemska. A w wakacje? Od rana do wieczora na dworze, spotkania z kolegami z ulicy, bieganie po miejskich górkach, jazda na rowerze. I tylko zmrok nas wyganiał do domu, a raczej mama krzycząca po raz dziesiąty, że już czas. A rowery? Ja nigdy nie dostałem tzw. górala, jak rówieśnicy. Rodziców nie było stać. Ale mieliśmy składaki. Bo rodzina z Niemiec nam przywiozła. I się jeździło.

I tak, nawet jak teraz to piszę, mam ogromny sentyment. Ale… Dziś mamy wszystkiego pod dostatkiem. Pełne półki w sklepach. Telewizory 4K, HD, i coś tam jeszcze (piszę to, bo tak mówią w reklamach, ja się nie znam na tym). Smartfony, kolorowe wyświetlacze, małe komputerki. Niegdyś nosiło się “cegłówki” i pilnowało by ktoś nas nie złapał podczas puszczania tzw. strzałki. Dziś mamy hulajnogi elektryczne (nie rozumiem tego wynalazku, przecież zmęczenie wynikające z jazdy jest najlepsze), samochody na akumulator dla najmłodszych i wiele innych, których nie znam, bo nie nadążam.

I teraz pytanie, kiedyś to było, bo co? Czy nie chcieliśmy rozwoju? Nie chcieliśmy by żyło się nam i naszym dzieciom lżej i wygodniej? I czy to nie jest tak, że po prostu patrzymy wstecz w nasze dzieciństwo z pewnym rozżewnieniem i sentymentem? Czy to źle, że dzieci mają lepiej od nas? Mają profesjonalne orliki do gry w piłkę? Mają gadżety, o których nam się nawet nie śniło? Ja uważam, że dobrze. Bardzo dobrze. O to w tym wszystkim chodzi. Ludzkość, ludzie muszą się rozwijać, nie mogą stać w miejscu, nie mogą tym bardziej się cofać. Ale… Wszystko niech będzie robione mądrze. Mądrze. A od kogo ta mądrość ma promieniować? Od nas samych. Dzieci same sobie nie kupią smartfona czy konsoli. A jeżeli już mają gadżet, to także nie one powinny ustalać zasady z jego korzystania. Odpowiedzialność w każdym z tych przypadków spada na nas. NA NAS.

Jakby to nie zabrzmiało, jesteśmy rzeźbiarzami naszych dzieci. My ich kształtujemy.

DIALOG 1.
K: Patrz, taki piękny orlik. Za naszych czasów dalibyśmy się pochlastać za taki komfort. A teraz? Pusto.
M: A czy ty wyszedłeś chociaż raz, chociaż dwa z synem pokopać w piłkę na tego orlika? Opowiedziałeś jak graliśmy w tym miejscu na polanie, gdzie kępa trawy goniła następną?

DIALOG 2.
T: Janek, ty cały czas siedzisz na smartfonie.
J: Tak jak Ty, tato.

DIALOG 3.
M: Trzeba młodemu kupić samochód na akumulator. Jest świetny, taki z pilotem. Szpanik dla małego szpanerka.
T: Dzisiaj samochód na akumulator, na komunię quad, a co dalej? Czy to właśnie jest to całe rodzicielstwo?

DIALOG 4.
T: Kupmy Jankowi nowego Iphone’a.
M: Widziałeś jego cenę? A czy nie korzystniej byłoby te pieniądze przeznaczyć na jakąś wycieczkę? Podróże kształcą.

Przykładów można podać jeszcze wiele więcej. Jedna jest konkluzja. To od nas zależy, jak poprowadzimy nasze dziecko. I to normalne, że chcemy dla niego jak najlepiej. Nasi rodzice również dla nas chcieli. Ale to nie wiąże się z możliwością posiadania wszystkiego i korzystania z tego bez żadnej kontroli.

I wracając do tematu, czy my sami, rodząc się choćby 20 lat później nie korzystalibyśmy z dobrodziejstw techniki? Jestem przekonany, że jak najbardziej tak. I cieszyć może też fakt, że mimo wszystko teraz jest trochę lepiej niż niegdyś, przynajmniej u nas, w naszym kraju. Jestem przekonany, że mniej dzieci, rodzin głoduje. Jestem o tym przekonany. Pod tym względem również się poprawiło. Bo więcej zarabiamy. Jak byliśmy mali mama wyjątkowo pozwoliła nam obejrzeć pewien reportaż, który puszczano po godzinie 20. Opowiadał o wielodzietnej rodzinie, było ich może trzynaścioro plus mama. Opowiadali o tym jak ciężko im się żyje, że są często głodni, że marzną. Nie zapomnę tego do końca życia. Obraz przybrudzonych dzieci, opowiadających ze łzami w oczach o swoim nieszczęściu. I wszyscy śpiewali piosenkę “Niech żyje wolność”. Do tej pory ściska mnie za serce jak sobie o tym przypominam.

Chcę wierzyć, że w tym świecie jest mniej takich scen. Choć niestety nadal są. Nadal ludzie żyją jak zwierzęta w niemalże szopach bez łazienek. Przez 20 lat żyłem bez łazienki. Wstydziłem się tego ogromnie. Nigdy nie zapraszałem kolegów do domu. Bo się wstydziłem. Pierwszą osobą, której zaufałem na tyle, by zaprosić ją do siebie była moja żona. Dlatego mam nadzieję, że postęp pomógł w tym, by jak najmniej było takich rodzin. I powiem Wam na koniec, że mimo ogromnego sentymentu, nie chciałbym wracać do swojego dzieciństwa. Pomimo, że był to czas beztroski, wesoły i przyjemny to niech pozostanie już tylko we wspomnieniach. Było super, ale teraz żyje się lepiej, wygodniej. A chyba o to chodzi w rozwoju. By żyło się lepiej i wygodniej.

A nowe technologie? Umiar nas, rodziców wystarczy. I kontrola. Zarówno wobec naszych dzieci i nas samych. Przecież sami z tego korzystamy.

P.S. Dobra!! Będzie mi jednak czegoś brakowało z dawnych czasów. Życzliwości pomiędzy ludźmi i rozmowy. Teraz każdy jest sobie. Niegdyś każdy żył obok siebie i się znał, przyjaźnił, kolegował. A dziś? Często się nie znamy. Nie chcemy się poznać. I co najgorsze, bardzo słabo się komunikujemy. I kiedyś też może wszystkiego było mniej, ale ludzie sobie bardziej pomagali. Takie mam wrażenie…

SĘK