Czasem sama się zastanawiam, jak to się stało, że zajęłam się rękodziełem i w jakiej kolejności, bo miałam też makramowy i koralikowy epizod z bransoletkami.

Wydaje mi się jednak, że bransoletki były takim korytarzem do tego, czym zajmuję się docelowo.

Szydełkiem macham już 4 lata. Szczerze mówiąc, jakby mi ktoś powiedział 8 lat temu, że będę szydełkować, zabiłabym go śmiechem.

Dlaczego?

A no dlatego, że mój charakter i usposobienie, absolutnie nie idą w parze z tą profesją! I tutaj doskonale sprawdza się przysłowie, mówiące o doborze partnera na całe życie. Wybieramy zawsze tego, który absolutnie nie jest w naszym typie 😉

I tak było ze mną.

Ja! Totalny nerwus, narwaniec, choleryk z krwi i kości. Ekstrawertyk pełną gębą, który potrafi nieźle rzucić mięsem. Taki górnik w babskim wydaniu, nie obrażając górników!! 😀

No i jak to się stało, że w ogóle spojrzałam w stronę szydełka? A no przez męża!! Wiadomo… wszystko co złe to przez facetów 😉 Kiedyś Sęk przeglądał otchłań internetów i napotkał na szydełkowe dziecięce czapki z imitacją zwierzątek. No i zaczął drążyć temat, wiercić dziurę w brzuchu, wjeżdżać na ambicję, aż w końcu się ugięłam i zaczełam szperać po YouTubie, różnych blogach jak zrobić taką czapkę.

Wraz z poszukiwaniami rodziło się we mnie milion pytań, bo nie wiedziałam jak zrobić koło, żeby zwiększało obwód, nie wiedziałam jak robić słupki, półsłupki, itd. No nie ma co się oszukiwać, szydełko trzymałam ostatni raz w 4 klasie podstawówki!

Początki były ciężkie, milion razy rzucałam wszystko w kąt, ale po chwili mój upór wygrywał z fochem i nerwicą 😉

No i tak czytałam, oglądałam, dziubałam, aż w końcu coś zaczęło wychodzić… coraz więcej rzeczy pojmowałam, wiedziałam co czytam i o czym mówią na filmikach, ale przede wszystkim uczyłam się na błędach. Swoich własnych.

Tak się zaczęła moja dziergająca przygoda, kiedy na świecie nie było jeszcze Dawida, mojego syna 🙂

Całą zimę, a potem z nowym rokiem, całą ciążę męczyłam czapki, szaliki, rękawiczki. Wszystko co można było robić z włóczki.

A na wiosnę, kiedy Dawid miał już 5 miesięcy, zobaczyłam na Facebooku zdjęcie, które udostępniła moja koleżanka… oczy zaświeciły mi się jak latarki. Zaczął się nowy etap, nowy pomysł, nowa inspiracja… cdn.